środa, 21 sierpnia 2013

Aktualizacja włosowa - sierpień 2013

Pogoda się niestety zepsuła. Dopadł mnie jesienny dół. Czuć już, że lato się kończy i to mnie dobija. Słońca, słońca! Królestwo za słońce! :D

To, że brak nam naturalnego światła wpłynęło niefortunnie na jakość zdjęcia. Ale myślę, że widać dokładnie jak metoda OCM wpłynęła na moje włosy. Zaczęłam je intensywniej nawilżać i... widać, a nawet CZUĆ różnicę. :)

Martwi mnie tylko to wzmożone wypadanie, z którym nie potrafię sobie poradzić. :(



Dla porównania zdjęcie z ostatniej aktualizacji. :)

środa, 14 sierpnia 2013

Uroda Melisa - paczka.

Witajcie dziewczęta. 

Nareszcie nadeszło ochłodzenie. Chociaż uwielbiam lato to nawet mnie takie upały wykańczały.Trochę tylko żałuję, że zawitały do nas chłodne poranki i zimne wieczory, bo to oznacza jedno... Nadchodzi jesień.

Ale dzisiaj nie refleksjami o pogodzie chciałam się z Wami podzielić. :)

Wczoraj przyszła do mnie paczka z kosmetykami do przetestowania... Zaskoczono mnie bardzo pozytywnie, bo nie spodziewałam się takiej ilości.




W paczce znajdowały się kosmetyki Uroda Melisa (od lewej): Balsam do ciała do skóry delikatnej, Płyn micelarny do cery delikatnej, Krem silnie nawilżający, Krem przeciwzmarszczkowy na dzień.

A to wszystko za sprawą jednego portalu, który specjalizuje się właśnie w znajdowaniu ludzi do testowania produktów. Serdecznie zapraszam Was na stronę SampleCity.pl. ;)

Miałyście któryś z powyższych kosmetyków? 
Zabieram się za testowanie. :)

sobota, 10 sierpnia 2013

Ciasteczka belVita - idealne łakocie?

Hej dziewczęta.!

Niestety panujące od kilku dni upały uniemożliwiają mi sklejenie jakiegokolwiek tekstu. Mam wrażenie, że mózg mi gdzieś wyparował. Nie jestem w stanie myśleć. 

Ale... Korzystając z okazji, że właśnie dzisiaj skończył mi się zapas moich ulubionych ciasteczek postanowiłam Wam coś niecoś o nich opowiedzieć.. :)


OD PRODUCENTA: 
Pewnie ich slogany reklamowe znacie już na wylot wiec nie będę ich tutaj cytować, ale przypomnę tylko, że ciasteczka zostały stworzone z myślą o idealnym śniadaniu, a oprócz wersji musli z owocami oraz owocami leśnymi jest mnóstwo innych opcji. Najlepiej jak ich propozycje prześledzicie na stronie belVita TUTAJ.

MOJE ZDANIE O PRODUKCIE:
Długo szukałam jakichś przekąsek, które by mnie nasyciły, ale jednocześnie nie były zbyt kaloryczne. Dodatkowo ciasteczka - wbrew pozorom - stają się pysznymi łakociami zaspokajającymi moje zapotrzebowanie na słodkości. 

Wspaniale smakują z wszelkimi jogurtami. Są świetnym dodatkiem do owoców. Jadłam je nawet z lodami i się nie rozczarowałam. Uwielbiam je z kawą zbożową i innymi sokami. Po prostu są pyszne.

ZALETY:
- świetne zarówno na przekąskę jak i na główny posiłek
- idealne dla osób będących na diecie, a lubiących słodycze
- przyjemnie chrupią
- można je łączyć z wieloma produktami i nadal są świetne
- są dostępne w każdym dobrym sklepie
- sycą na długo
- dostępne są także w mniejszych opakowaniach po 4 sztuki

WADY:
- małe opakowania nie nadają się do trzymania w torebce - okropnie się kruszą i miażdżą
- cena w niektórych sklepach to prawie 9 złotych, a to według mnie trochę za dużo jak na ciastka i to taką ilość (często są w promocyjnej cenie i wtedy 5.50 - 6 złotych to już bardziej rozsądna cena)

Więcej grzechów nie pamiętam, a teraz idę się zajadać kolejną paczką. Z czym dzisiaj je zjeść? Może jogurcik? :D

W każdym bądź razie serdecznie Wam polecam ciasteczka belVita, jeżeli oczywiście gustujecie w kruchych, przyjemnie chrupiących słodkościach.

Miałyście kiedyś przyjemność je jeść? A może macie jakieś inne dietetyczne i zdrowe produkty? Chętnie jakieś przetestuję. ;D

Do zobaczenia, do usłyszenia.!

piątek, 9 sierpnia 2013

Zadbaj o siebie - Faza druga DIETA

Hej dziewczęta.!

Idąc za ciosem dzielę się z wami swoimi - mało restrykcyjnymi, ale jednak - metodami na zadbanie o siebie. Do tej pory dzięki takiemu trybowi życia schudłam prawie 10 kilogramów. Myślałam, że to będzie niemożliwe, że wrócę do swojej wagi, ale nic takiego się nie stało. Na szczęście.

Jeżeli chodzi o dietę to... nie zmieniłam jej za bardzo. Po prostu z niektórych rzeczy zrezygnowałam, niektóre wprowadziłam, zmieniłam nawyki. O dziwo to wszystko wystarczyło.

1. 5 POSIŁKÓW DZIENNIE - BEZ PODJADANIA. 
O dziwo to dla mnie jest najtrudniejsze do wykonania, bo w lodówce jest zawsze tyle łakoci do spróbowania. Paradoksalnie z pomocą przyszła mi... zepsuta lodówka. Tak, tak. Trzeba było ją opróżnić i przenieść wszystko do chłodziarki w piwnicy. I wiecie co? Lenistwo wzięło górę. Jadłam tylko wtedy, gdy faktycznie byłam głodna. Nie chciało mi się zawracać głowy lataniem po schodach za przekąskami. Śniadanie, drugie śniadanko, obiad, podwieczorek i kolacja.



2. ZREZYGNOWANIE Z PIECZYWA.
Och, no tak. Zapach świeżutkiego pieczywa w domu, czy był to chleb, czy bułeczki, zawsze przyprawiał mnie o mrowienie w żołądku. Wprawdzie ciągle zdarza mi się ulec, zwłaszcza kiedy chlebek pachnie jeszcze piekarnią i jest niesamowicie cieplutki, ale nie robię sobie z tego powodu wyrzutów. Staram się jadać ciemne pieczywo, bądź tak zwane sucharki. :)

3. ZREZYGNOWANIE Z ZIEMNIAKÓW.
Raz już udało mi się bez nich wytrwać rok. Kiedy po tym czasie nałożyłam sobie ich łyżeczkę na talerz oszalałam. Nie wiedziałam, że to warzywo może tak smakować. Niestety ziemniaki są chyba jedynym warzywem, które trzeba w swojej diecie raczej unikać. Na obiad zazwyczaj jem dużą porcję warzyw i mięso. Kiedy jednak mam ogromną ochotę nakładam sobie na talerz dosłownie łyżeczkę.

4. WODA, WODA, WODA.
Tutaj chyba nie muszę się rozwodzić. Wiadome jest, że bardzo ważne jest uzupełnianie płynów. Nie mam jednak szczególnie restrykcyjnego założenia, że dziennie muszę wypić tyle i tyle. Piję, kiedy czuję pragnienie. Dodatkowo przed i w trakcie posiłków aby mniej jedzenia w siebie wcisnąć. A mam tendencję do przesadzania z porcjami - ciągle!



5. OWOC = RARYTAS.
Ten punkt chyba także nie jest niczym odkrywczym. Od zawsze lubiłam owoce, ale zazwyczaj traktowałam je jako dodatek do posiłku. Odkąd zrezygnowałam z "ciężkich słodyczy" stały się one dla mnie słodkim rarytaskiem. Szczególnie lubię winogrona, jabłka, truskawki i banany, ale jestem wszystkożerna. ;D



6. REZYGNACJA ZE SŁODYCZY.
Brak czekolady, ciężkich ciast z masami, mega słodkich bomb kalorycznych. Z ułatwieniem przyszły mi testy alergologiczne, z których wynika, że jestem uczulona na kakao, dlatego łatwiej było mi zrezygnować z tak uwielbianej czekoladki. Za to kocham owocowe sorbety, wszystkie galaretki zalewane owocami, serniczek mojej mamy i szarlotki koniecznie z cynamonem. Przepadam także za owsianymi ciasteczkami, które są świetną alternatywą do małych przekąsek. Nie pogardzę też lodami, ale tylko śmietankowymi. :)

7. DUŻA PORCJA WARZYW NA OBIAD.
Wspominałam już wyżej. Zamiast ziemniaków nakładam sobie dużą porcję surówki, sałatki czy co tam akurat w domu jest. Staram się urozmaicać każdy posiłek warzywami. Zdarza się, że latem na śniadanie czy kolację kroję sobie ogórka, pomidorka i zajadam na surowo. Mniam!

8. CUKIER BIAŁA ŚMIERĆ.
Cukru nie używam już od.... U la, la... Nawet dokładnie nie wiem. Przestałam słodzić herbatę, kawę (zbożową uwielbiam) i wszystko co piję. Teraz nawet tego nie zauważam.

9. OGRANICZENIE SOLI DO MINIMUM.
Gdzieś kiedyś przeczytałam, że sól zatrzymuje w organizmie wodę i uniemożliwia zrzucenie zbędnych kilogramów. Od bardzo dawna stosuję ją tylko tam, gdzie muszę. Do przyprawiania mięs, zup, sosów, czasem warzyw. Jajecznicę z cebulką w niedzielny poranek zajadam już na przykład bez soli.

10. ZERO NAPOJÓW GAZOWANYCH.
Chyba nie trzeba nikomu mówić, że to sama chemia, która nie zaspakaja pragnienia? Staram się pić więcej soków, ale wybieram tylko te, w szklanych opakowaniach. Ponoć te w kartonach są niewiele lepsze pod względem cukru w zawartości.

11. ŻADNEGO JEDZENIA TRZY GODZINY PRZED SNEM.
To bardzo ważne. Wieczorem nasz metabolizm zwalnia, a jeżeli wciągniemy kolację o 22 to nie ma szans, żeby to spalił. Nie przepadam za uczuciem głodu, który mną targa tuż przed północą (jestem nocnym markiem i zaczynam budzić się do życia wieczorem), ale nie mogę pozwolić sobie wtedy na dodatkową kolację, kiedy swoją zjadłam o ósmej. Trudno. Trzeba czekać do rana.

12. NIE RÓB SOBIE WYRZUTÓW. JEDZ CO CHCESZ!
Najważniejszy punkt mojej diety. Kiedy mam ochotę na coś z "zabronionej strefy" po prostu to jem. Nie robię sobie wyrzutów, nie lamentuję, nie wyrywam włosów z głowy. Jeżeli mam ochotę na pyszne ciasto z masą, które mama upiekła albo na czekoladę czy dodatkową porcję ziemniaczków na talerzu, to po prostu ją sobie nakładam. Życie jest za krótkie żeby ciągle się czegoś wyrzekać.



To wszystko czego się trzymam. :) 
Teraz Wasza kolej. 
Macie jakieś sprawdzone triki dietetyczne aby lepiej dbać o siebie?

Do zobaczenia w kolejnej notce.

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Zadbaj o siebie - Faza pierwsza RUCH.

Hej dziewczęta.!

Dzisiaj notka mało kosmetyczna, a raczej informacyjna. Zaczynam dzisiaj intensywną akcję dbania o siebie. Mam do pozbycia się kilku nadprogramowych kilogramów, ale nie dlatego biorę się ostro za siebie. Czuję wewnętrznie, że potrzeba mi ruchu, diety, wycisku. A żeby być systematyczną i stanowczą w tym, co robię postanowiłam się swoimi postanowieniami podzielić. Jednak wsparcie innych jest bardzo ważne. :)

A oto mój plan.!

Po pierwsze: RUCH! 
Tak się złożyło, że uwielbiam jeść, a szczególnie nie lubię ruchu. To wszystko odbija się nie tylko na moim wyglądzie i samopoczuciu, ale także zdrowiu. Zwłaszcza cierpi na tym wszystkim mój kręgosłup, który ciągle zaniedbuje.
Musze zmienić swoje nastawienie do ruchu. Będzie to trudne, bo nie przepadam za fitnessem czy specjalnymi ćwiczeniami z płyt. Przykro to przyznać, ale z Ewcią Chodakowską nie wytrzymałam długo. I to nie tylko z powodu mojej słabej kondycji co... nudy!



Przerzuciłam się na inną formę ruchu. Coś, co będzie sprawiało mi frajdę. :) Czyli...


- ROWER - nic nie sprawia takiej przyjemności jak przewijający się przed oczami obraz. I ruch i zwiedzanie.


- BIEGANIE - może i jest to bardziej wykańczające niż aerobic czy inne ćwiczenia, ale kiedy zakładam słuchawki na uszy pochłaniam się we własnych myślach.


- TANIEC - zwłaszcza do muzyki AC/DC. Uwierzcie mi "taniec ekstremalny", czyli taniec połączony w moim wykonaniu na przykład z robieniem brzuszków czy przysiadami męczy, ale działa cuda. A nazwać tego aerobikiem czy fitnessem też nie można.

Dlatego od dzisiaj wprowadzam stały zestaw ruchowy. Trzeba korzystać z lata i pięknej pogody, bo gdy nastaną znów zimne dni rower i buty do biegania znikną w szafie do następnego lata.
Żeby początkowo się nie przeciążać codziennie postawię na inną formę ruchu w zależności od upodobań. Z czasem zwiększę sobie intensywność ćwiczeń. Pozwolę sobie na jeden dzień w tygodniu odpoczynku - prawdopodobnie będzie to niedziela.

A jakie są Wasze ulubione formy ćwiczeń?
Jak dbacie o figurę, sylwetkę i kondycję? 
Staracie się więcej ćwiczyć latem?

Do zobaczenia i usłyszenia w następnej notce.
:)